Carpaccio artystyczne i kulinarne

Vittore Carpaccio – wenecki mistrz. Malarz rosnącej potęgi rodzinnego miasta. To malarze weneccy, jako pierwsi konsekwentnie używali płócien na podobrazia – dlatego ich obrazy mogły mieć naprawdę monumentalne rozmiary, odpowiednie do pałacowych wnętrz. Na jego obrazach kołyszą się na falach wspaniałe okręty, na wietrze powiewają dumnie ich barwne flagi, przez promenady, zalane złocistym weneckim słońcem, wędrują orszaki bogato odzianych mieszczan. Wszystko na tle pałaców i świątyń. Fenomenalna seria z żywotem Świętej Urszuli. Święty Augustyn piszący swoje „Confessiones” we wspaniałej pałacowej komnacie. Weneckie kurtyzany wypoczywające na tarasie, na tle rozległej laguny… Rozkwita potęga Wenecji. Miasto już jest poważnym graczem politycznym. Partnerem i rywalem europejskich monarchów. Obok malarstwa w Mieście na Lagunie rozkwita muzyka – nie dziwi zatem, że na płótnach Carpaccia pojawiają się orkiestry – te zwykłe, złożone z miejskich grajków, ale czasem za instrumenty chwytają aniołowie. Cieszył się uznaniem nie tylko za życia. Tak, tak – wszyscy, którym Carpaccio kojarzy się kulinarnie mają rację! W roku 1950 hrabina Amalii Nani Mocenigo odwiedziła bar znanego weneckiego kuchmistrza, Giuseppe Ciprianiego. Zwierzyła się panu Giuseppe, że lekarz zalecił jej jedzenie potraw z surowego mięsa (ach, ci wspaniali dawni lekarze! Dziś zaleciłby soję i sałatę…). Giuseppe natychmiast przygotował danie z cienko pokrojonej, dobrze rozbitej wołowiny, skropionej cytryną i oliwą, przyprawionej solą i pieprzem z odrobiną, naprawdę odrobiną warzyw, żeby zaś hrabinie nie zaszkodziło. A że był to wenecki kucharz-artysta, skojarzył cudną tonację tak spreparowanej wołowiny z obrazami renesansowego mistrza. I nadał potrawie dumną nazwę CARPACCIO.

Kiedyś, dawno skopiowałem dość dokładnie tego aniołka grającego na lutni, ale niedawno postanowiłem trochę podroczyć się z weneckim Mistrzem. Z konfrontacji wynikło, że aniołek będzie namalowany nie po wenecku, bo na drewnie, rozmiary będzie miał nie pałacowe, tylko ikonowe i kolory będzie miał inne. Vittore, nie gniewaj się!

Dodaj komentarz